Najgorsze modowe porady, które krążą w internecie. (I dlaczego są głupie)

Internet pęka w szwach od „genialnych” porad modowych. Niestety, sporo z nich to modowe bzdury, w które wciąż wiele osób wierzy. Jeśli kiedykolwiek trafiłaś na złotą radę typu „tego absolutnie nie noś” albo „to zawsze musisz robić X”, ten wpis jest dla Ciebie. Poniżej rozprawiam się z najgorszymi modowymi poradami, które krążą w internecie. Oto top 10 głupot modowych i wyjaśnienie, dlaczego lepiej trzymać się od nich z daleka.

Trzeba cierpieć, żeby być piękną

Znasz to powiedzenie: „chcesz być piękna, to cierp”. Według tej „rady” świetny wygląd wymaga poświęceń rodem z średniowiecznych tortur – niewygodne szpilki, gorset tak ciasny, że nie sposób oddychać, albo marynarka, w której nie podniesiesz rąk. Cóż za bzdura! Wyobraź sobie, że drepczesz cały dzień w zbyt ciasnych butach – czy naprawdę będziesz wyglądać olśniewająco, kiedy na twarzy maluje się ból? Niekoniecznie. Prawda jest taka, że komfort to przyjaciel stylu. Jeśli czujesz się wygodnie w ubraniu, emanujesz pewnością siebie, a to zawsze wygląda dobrze. Styl i wygoda nie muszą się wykluczać – dobrze skrojona sukienka może być elegancka i komfortowa jednocześnie, a modne sneakersy zamiast szpilek nieraz dodadzą charakteru bez okaleczania stóp. Dlatego zapomnij o cierpieniu w imię mody. Dobrze ubrana = dobrze się czująca. Prawdziwy szyk to uśmiech na twarzy, a nie łzy w oczach od bólu.

Zawsze podążaj za najnowszymi trendami

Inna często powtarzana „mądrość”: jeśli nie nosisz tego, co akurat jest na topie, to jesteś niemodna. Czyli według internetowych guru musisz wymieniać pół garderoby co sezon, ślepo goniąc za trendami z TikToka czy Instagrama. Dziękujemy bardzo, ale moda to nie wyścig formule 1

Trendy zmieniają się jak w kalejdoskopie – dziś wszyscy noszą neonowe kolarki, jutro już folkowe sukienki i kowbojki. Nie da się za tym nadążyć (ani tym bardziej sensownie uzasadnić takiego wydatku co miesiąc). Co gorsza, ślepe kopiowanie trendów często kończy się tym, że nosisz coś, w czym wcale nie jest Ci do twarzy, byle tylko „wpasować się” w modę. Prawdziwy styl polega na wybieraniu z trendów tego, co do Ciebie pasuje, a nie przyjmowaniu wszystkiego jak leci. Masz prawo powiedzieć: „Crop topy i ultra niskie dżinsy? To nie dla mnie, dziękuję”. I wciąż możesz wyglądać świetnie – ba, nawet lepiej, bo autentycznie. Ikony mody to zwykle osoby, które łamią zasady i noszą rzeczy po swojemu, zamiast być ofiarami mody. Pamiętaj – nie każdy hit sezonu będzie Twoim hitem. Wybieraj trendy, które pasują do Ciebie i Twojego stylu życia, a resztę spokojnie zignoruj.

Noś tylko ciemne, workowate ubrania, żeby ukryć mankamenty figury

Ta porada krąży szczególnie w kontekście osób plus size lub wszystkich, którzy mają jakieś kompleksy. Rzekomo jedynym sposobem, by wyglądać szczuplej, jest noszenie wyłącznie czerni od stóp do głów i wybieranie oversize’owych fasonów przypominających wory pokutne. Internetowe „stylistki” przekonują: ciemny kolor wyszczupla, luźny krój zakryje wszystko. Efekt? Szafa pełna czarnych, bezkształtnych ciuchów i przekonanie, że styl nie jest dla Ciebie. A prawda jest taka, że czarny kolor sam w sobie cudów nie zdziała – liczy się przede wszystkim krój i dopasowanie ubrania do sylwetki. Źle dobrany czarny golf może bardziej zaszkodzić (podkreśli to, co wolałabyś ukryć) niż dobrze skrojona sukienka w żywszym kolorze. Podobnie z workowatymi ubraniami: zamiast odejmować kilogramów, często dodają objętości tam, gdzie nie trzeba. Jak obrazowo stwierdza stylistka Barbara Kohlbrenner, zbyt obszerna odzież potrafi zrobić z nas „chodzący namiot lub dmuchany balon” – nie o taki efekt nam chodzi! Zamiast chować się w bezkształtnych ciemnych workach, postaw na ubrania w swoim rozmiarze, dobrze skrojone, które podkreślają atuty figury. Wolisz ciemniejsze kolory? Super, ale nie bój się czasem założyć czegoś jasnego czy wzorzystego. Wbrew mitom, to nie kolor czy wzór Cię poszerza, a niewłaściwy fason lub rozmiar. Dobrze dopasowane ubranie w granatowe kwiaty zrobi dla Twojej sylwetki więcej dobrego niż za duża czarna tunika bez kształtu. Koniec z ubieraniem się wyłącznie na czarno ze strachu – świat ma zbyt wiele pięknych barw, by z nich rezygnować!

Poziome paski zawsze Cię pogrubią

Ach, odwieczna legenda o fatalnych paskach. Ile razy słyszałaś, że poziome prążki to zło wcielone, od którego automatycznie przybywa człowiekowi 10 kilogramów? Internet uwielbia takie kategoryczne „zakazy”.

Fakt – ubrania w paski mają moc przyciągania uwagi, ale nie oznacza to, że wszyscy natychmiast wyglądamy w nich jak zebra w rozmiarze XXL. Kluczem jest jak te paski wyglądają. Jak tłumaczy pewna stylistka, to nie sam wzór pogrubia, lecz jego wielkość i proporcje. Szerokie, grube pasy ułożone gęsto obok siebie mogą optycznie dodać objętości, to prawda. Ale już cienkie paseczki albo paski na luźno tkanym materiale wcale nie muszą nic „pogrubiać”. Ba, pionowe paski też nie są magicznym odchudzaczem – jeśli są bardzo szerokie i blisko siebie, mogą wręcz przytłoczyć sylwetkę mimo pionowego ułożenia. Zamiast bać się wzorów jak ognia, dobieraj je z głową. Masz ochotę na bluzkę w marynarskie paseczki? Śmiało! Zestaw ją z gładkimi spodniami lub żakietem i zobacz, jak fajnie może to wyglądać. Lubisz wzory ogólnie? Pamiętaj, że drobniejsze lub sprytnie rozmieszczone motywy potrafią nawet wysmuklić sylwetkę. Grunt to przymierzać, bawić się modą i patrzeć w lustro, zamiast ślepo wierzyć internetowym straszakom. Moda to frajda – szkoda rezygnować z pasków, kratek czy kwiatów tylko dlatego, że ktoś kiedyś powtarzał taki mit.

Buty muszą być w tym samym kolorze co torebka

Ktoś tu chyba zatrzymał się w roku 1950… Aż trudno uwierzyć, że ta porada wciąż krąży, ale niestety – wiele osób w internecie dalej powtarza, że absolutnym wymogiem elegancji jest idealne dopasowanie koloru butów do torebki. Czerwone szpilki? To tylko z czerwoną kopertówką. Czarna torebka? Tylko czarne czółenka, broń Boże inne! Uff. Oczywiście, nie ma nic złego w klasycznym połączeniu czarnych butów z czarną torebką – to bezpieczne i czasem praktyczne. Ale upieranie się, że zawsze muszą do siebie pasować jak dwie krople wody, jest po prostu głupie. Współczesna moda stawia na miksowanie i zabawę konwencją. Stylizacje wyglądają ciekawiej, gdy nie są tak przewidywalne. Brązowa torebka i buty w zupełnie innym odcieniu – czemu nie? Białe sneakersy do kolorowej torby – proszę bardzo. Projektanci od lat udowadniają, że kontrast potrafi dodać charakteru. Sztywne trzymanie się zasady „buty pod kolor torebki” to przeżytek, który spokojnie możemy odłożyć do lamusa. Jeśli Twoja mama lub babcia wciąż o to kruszy kopie – pokaż im fotki najnowszych kolekcji, gdzie mix & match rządzi. Podsumowując: buty i torebka w różnych kolorach nie gryzą się, o ile całość stroju jest spójna klimatem. Moda daje nam tyle pięknych możliwości łączenia kolorów i faktur – wykorzystaj to, zamiast ograniczać się sztucznymi regułami.

Tego już ci nie wypada – ubieraj się stosownie do wieku

To chyba moja „ulubiona” zła porada, powtarzana zwłaszcza w polskich internetach i na rodzinnych spotkaniach. Brzmi mniej więcej tak: „Masz X lat, więc nie powinnaś już nosić Y”. Gdzie za X podstaw sobie dowolną liczbę powyżej 30, a za Y – dowolną rzecz uznaną za „młodzieżową” (minispódniczkę, kolorowe włosy, trampki, sexy sukienki – cokolwiek). Według tej „filozofii” w pewnym wieku obowiązuje Cię już tylko bezpieczna klasyka, stonowane kolory i generalnie znikanie w tłumie. Jeśli to ma budować profesjonalizm czy szacunek – ekhm, czy na pewno? Otóż styl nie ma daty ważności. Ubierać się „stosownie do wieku” powinno oznaczać ubierać się tak, by czuć się dobrze ze sobą – niezależnie, czy masz 20, 50 czy 80 lat. Spójrz na ikony mody w dojrzałym wieku – choćby Iris Apfel, która mając ponad 100 lat nosi ogromne kolorowe korale, futra (sztuczne) i wielkie okulary, bo to jest jej styl. Albo nasza polska stylistka pani Helena Norowicz, która w wieku 80+ chodzi po wybiegach w odważnych kreacjach. Można? Można. Jasne, z wiekiem zmienia się figura czy gust, ale jeśli nadal kochasz jeansy z dziurami albo ramoneskę – wiek nie powinien być przeszkodą. Najgorsze, co można zrobić, to narzucić sobie modową emeryturę, podczas gdy w sercu nadal masz ogień do zabawy stylem. Profesjonalizm czy dojrzałość nie wynikają z długości spódnicy, tylko z Twojego zachowania. Jeśli coś Ci się podoba i czujesz się w tym dobrze – noś to śmiało, niezależnie od metryki. Moda ma sprawiać frajdę ludziom w każdym wieku. A wszystkim, którzy mówią „nie wypada”, możemy odważnie powiedzieć: „Moda nie zna metryki – liczy się to, czy Ty czujesz się w czymś świetnie.”

Bierz rozmiar mniejszy – zmotywujesz się, żeby schudnąć

Jeśli kiedykolwiek przeglądałaś fora internetowe o odchudzaniu albo rady „jak wyglądać szczuplej”, mogłaś trafić na takie kuriozum: kupuj ubrania przyciasne, na wyrost, a zmusisz się do schudnięcia. Ewentualnie rada sprzedawczyni: „Trochę ciasne? Nie szkodzi, materiał się rozejdzie przy praniu”. To dopiero modowy absurd! Po pierwsze – kupowanie ubrań w za małym rozmiarze to prosta droga do frustracji. Zaglądasz do szafy, widzisz piękne jeansy, które nadal się nie dopinają, i psujesz sobie humor. Po drugie – chodzenie w zbyt ciasnych ubraniach (jeśli jakimś cudem je na siebie wciśniesz) wygląda po prostu źle i jest niewygodne. Ciuch nie pęknie w szwach z litości, że bardzo chcesz w niego wejść – prędzej Ty pękniesz. A co, jeśli jednak schudniesz? Cóż, wtedy okaże się, że… mogłaś po prostu kupić nowe ubrania w odpowiednim rozmiarze, a nie chodzić miesiącami w przyciasnych rzeczach czekając na cud. Rada, by brać mniejszy rozmiar „na motywację”, z modowego punktu widzenia nie ma sensu. Lepiej zaakceptować swoje obecne wymiary i ubierać się w to, co teraz leży dobrze. Ubrania mają dopasować się do Ciebie, a nie odwrotnie. A legenda o „rozchodzeniu się” czy „skurczeniu w praniu” często kończy się płaczem nad skurczonym sweterkiem albo spodniami nadal za dużymi/za małymi. Oszczędź sobie dramatu – kupuj rzeczy w rozmiarze, który na Ciebie pasuje tu i teraz. Będziesz wyglądać o niebo lepiej w dobrze leżącym XL niż w wciśniętym na siłę L. Rozmiar to tylko liczba, nie cel życiowy.

Markowe = stylowe (wystarczy ubierać drogie marki, a będziesz wyglądać świetnie)

Na koniec rozprawmy się z przekonaniem, że metka czyni cuda. W internecie nietrudno natknąć się na zdjęcia fashionistek obwieszonych logo od stóp do głów – wielkie LV na torebce, Gucci na pasku, „firmowe” wzory krzyczące z każdego elementu stroju. I niestety wiele osób myśli, że styl = kupowanie najdroższych, luksusowych marek. Prawda jest taka, że można wydać fortunę i… dalej wyglądać kiepsko. Drogie ubranie nie gwarantuje dobrego stylu – widzieliśmy wszyscy „modowe katastrofy” celebrytów w kreacjach za milion monet. Z kolei można ubrać się za grosze (nawet w sieciówce czy second-handzie) i wyglądać jak milion dolarów, jeśli ma się pomysł i zna swoje proporcje. Oczywiście nie ma nic złego w markowych rzeczach wysokiej jakości – często są lepiej wykonane i trwałe. Jednak błędna porada to sugerowanie, że wystarczy kupić coś z logo luksusowej firmy i automatycznie jesteś ikoną stylu. Styl to sztuka łączenia rzeczy, odpowiedniego doboru fasonów, kolorów i dodatków. Logo może być wisienką na torcie, ale tort musi być smaczny sam w sobie 😉. W praktyce często najciekawsze stylizacje to mix rzeczy tańszych z droższymi, vintage z nowoczesnymi. Ludzie z klasą nie czują potrzeby obwieszania się metkami – wręcz przeciwnie, stawiają na jakość i własny styl, a nie na pokazówkę. Nie daj sobie wmówić, że jesteś gorsza modowo, bo nie masz torebki od projektanta. Jeśli coś jest ładne i dobrze na Tobie leży, to jest stylowe niezależnie od ceny. A osoba bez gustu nawet w najdroższym garniturze dalej będzie wyglądać nijak. Dlatego zamiast ślepo gonić za metkami, inwestuj w to, co dobrze współgra z Twoją urodą, sylwetką i szafą. Twój styl nie ma ceny – i na pewno nie zależy od logo na metce.

Na koniec!

 w świecie mody jest mnóstwo porad, ale nie każdą warto się kierować. Zamiast wierzyć w każdą zasłyszaną w internecie „zasadę”, słuchaj przede wszystkim siebie, swojego komfortu i zdrowego rozsądku. Moda ma sprawiać radość, pozwalać wyrazić siebie, a nie wpędzać w kompleksy czy sztywne ramy. Łam zasady, które Ci nie służą, eksperymentuj i znajdź własny styl. A jeśli masz wątpliwości lub nie wiesz, na co się zdecydować – śmiało napisz do nas i zapytaj naszych specjalistów! Chętnie doradzimy i pomożemy dobrać rozwiązania najlepsze dla Ciebie. Pamiętaj – najlepsza modowa porada to ta, dzięki której Ty czujesz się świetnie. Resztę z czystym sumieniem wyrzuć do kosza!

Udostępnij

Udostępnij na: